Kolejne wakacje już za mną – pomyślałem w duchu – no niby koniec sierpnia i jeszcze miesiąc do powrotu na uczelnie, ale co to za końcówka, skoro trzeba będzie siedzieć w jakimś L.O. i próbować udawać nauczyciela biologii.
Ostatnie dni upłynęły w błogiej atmosferze spotkań ze znajomymi, grillach, wypadach na działkę w celu skonsumowania dużej ilości płynów wyskokowych. Aż w końcu nadszedł ten „upragniony” dzień…
3 miesiące wcześniej
Szedłem tam z myślą, że pewnie pani od biologii okaże się sukowatą, pozbawioną wszelkich ciepłych cech, stara nauczycielką. Przypominałem sobie chwile z maja, kiedy to po raz pierwszy wszedłem do XVIII L.O. „Załatwić praktyki” – ten cel był ponad wszystkim. Szkoda, że moje dawne liceum przestało istnieć, bo moja biologica była naprawdę spoko babeczką…No a teraz byłe tu – nie znałem tej szkoły, dziwne korytarze, jakieś zaułki – trosze wiało grozą. Oczywiście były problemy z wejściem, bo jakże mogło być inaczej, gdyby ochroniarz chciał wpuszczać każdego do środka. Ale w końcu zrozumiał, o co chodziło i skierował mnie do sali biologicznej. Zaczekałem na dzwonek, po którym rozległo się tyle hałasu, że omal bębenki mi nie popękały….taaaak – to musiała być przerwa. Uczniowie opuścili salę, więc z walącym sercem wszedłem do środka. Wiedziałem!!! Za biurkiem siedziała nauczycielka około 50 lat (no może troszkę więcej). Jej mina nie wróżyła nic dobrego. Przedstawiłem się, wskazała miejsce, gdzie mogłem posadzić moje cztery litery.
-Niestety, nie będę mogła Pana przyjąć na praktyki – powiedziała oschle …Cudownie, kolejne liceum… ale nie ze względu, że nie chcę. W tym roku kończę pracę w tym liceum. Przenoszę się do prywatnego. Nowa nauczycielka będzie dopiero osiągalna w sierpniu…
- Wie Pani – nieśmiało się wtrąciłem – ja mam jeszcze 3 dni na załatwienie formalności.
- W takim razie musi pan udać się do dyrektora. Ona zadecyduje co z Panem zrobić – powiedziała to w taki sposób, jakby to oznaczało, że mogę już szukać następnej lokacji.
Grzecznie podziękowałem i udałem się na dół. Pokój dyrektora był na parterze, a ja właśnie schodziłem z drugiego piętra. Wszędzie roiło się od uczniów. Co za czasy…pomyślałem, widząc trzy uczennice odstawione, jak na dyskotekę. Boszee puściła mi oczko… Poczułem jak się rumienię. Teraz jednak najważniejsza była rozmowa z dyrektorem, w sumie to z dyrektorką, gdyż ochroniarz wskazał mi sekretariat i zaznaczył, że dyrektorka to twarda babka. Pukając do drzwi sekretariatu nie byłem nastawiony już na nic. Jak nie pójdzie, to nie pójdzie… Sekretarka okazała się miłą, niezwykle sympatyczną kobietą w średnim wieku. Niestety Pani dyrektor była zajęta rozmową telefoniczną i musiałem zaczekać chwileczkę. Już to widzę, pewnie za 30 minut skończy gadać… Oglądając dyplomy na ścianach zauważyłem, że sekretarka przygląda mi się badawczo. Gdy spojrzałem, niby niechcący w Jej kierunku, od razu odwróciła wzrok. Dobre zagranie… ucieszyłem się w duchu. Teraz to ja się Jej przyglądałem. Niby w średnim wieku, ale miała tak 35 lat. Zadbana, blond włosy, pełne piersi – oj ta pełne – w tym dekoldzie było widać wszystko. Nie no co ja napalony nastolatek jestem?? Zrugałem się w myślach, ale jakoś nie mogłem oderwać od Niej wzroku. Chyba zorientowała się, że gapie się na nią jak w obrazek, bo posłała mi lekki uśmiech. Ależ Ona miała śliczne ząbki. Najgorsze było to, że znowu włączyła mi się wyobraźnia. Już widziałem, jak rozebrana leży na biurku z rozchylonymi nogami i szepcze – na co czekasz? Bierz mnie… Otrzeźwiałem, na dźwięk otwierających się drzwi. Nie mogłem uwierzyć. Stała w nich moja była nauczycielka od biologii. Minęły cztery lata, a ona prawie wcale się nie zmieniła. Zawsze mówiliśmy o niej „ostry towar”. Przez chwile przyglądała mi się z niedowierzaniem – w końcu chyba poznała. Gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Gabinet wyglądał MEGA – inaczej nie można tego określić. Fotele a’la skóra, mebelki nowe – no mógłbym tu zamieszkać. Pani Kasia przyjrzała mi się uważnie, dziwny to był wzrok. Potem zapytała:
- Czy my się przypadkiem nie znamy? Ja pana skądś kojarzę …
- Jak najbardziej – odpowiedziałem ze szczerym uśmiechem – uczyła mnie Pani biologii przez 2 lata w XX L.O
Jej mina mówiła sama za siebie. Zaczęła chichotać jak małe dziecko.
- Ależ oczywiście! Jak mogłam nie skojarzyć! – jej zdziwienie wydało mi się aż nad to przesadne – jak mogłabym zapomnieć jednego z czwórki łobuziaków, którzy nieustannie przeszkadzali mi na lekcjach !
Powiedziała to patrząc mi prosto w oczy. Troszkę zrobiło mi się nieswojo, bo pamiętam jakie podteksty zawsze latały pod jej adresem – szczególnie od naszej czwórki siedzącej z tyłu. Nigdy jednak nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ona to słyszy. Głupia sytuacja… Chciałem jakoś załagodzić sytuacje, już miałem zacząć wciskać jej jakieś słodkie kłamstewko, jednak odezwała się szybciej.
- I co? Zmieniłam się trochę? – zapytała, patrząc tym swoim słodkim wzrokiem
- Ani trochę, wie pani…..
- Kasia – przerwała mi szybko – teraz możemy być po imieniu, w końcu niedługo kończysz studia….
- No dobrze Kasiu – powiedziałem niepewnie, jednak jej uśmiech jakby mnie ośmielił – no nie zmieniłaś się… powiedziałbym, że wyglądasz prawie tak jak wtedy, gdy kończyłem liceum….
Widać było, że te słowa sprawiły jej przyjemność, zresztą która kobieta nie lubi komplementów? Rozmowa kleiła się, przeszliśmy do celu mojej wizyty i dosyć szybko zostałem przyjęty na praktyki. Temat nowej nauczycielki nie został podjęty – wspomniała tylko, że jest to osoba bardzo ambitna i na pewno ucieszy się z praktykanta. Wymieniliśmy grzeczności i udałem się z papierami na uczelnie.
4 września
…W pierwszym dniu szedłem jak na skazanie. Będzie dobrze, szybko minie, popołudnia masz wolne, jeszcze zabalujesz…. W końcu dotarłem przed gmach – szkoła wydawał mi się bardziej posępna niż ostatni – mimo, że słoneczko pięknie świeciło. Udałem się do sekretariatu, zameldować moją obecność. Przywitała mnie ta sama miła sekretarka – do tego tak słodko opalona. Niestety Kasi nie było – sprawy służbowe… Nie pozostało mi nic innego jak udać się do sali biologicznej i poznać moją prowadzącą. Na korytarzach było pełno młodzieży – hałas był nie do zniesienia. Wszyscy opowiadali sobie wakacyjne historie. Kilka par obściskiwało się namiętnie po rogach korytarza. Do tego te zaułki, gdzie bóg wie co się dzieje – tam wolałem nie zaglądać. W końcu dotarłem do sali biologicznej. Wszedłem delikatnie pukając. Moim oczom ukazał się niesamowity widok. Stała tam, obok okna – w ręku trzymając książkę, wiatr rozwiewał jej blond włosy. Stała i patrzyła przez otwartą okno. Jej delikatna skóra przykryta była lekką sukienką. Słońce oświetlało jej szczupłą sylwetkę. Czekałem w napięciu na chwilę, kiedy się odwróci.
- Dzień dobry – powiedziałem zaskoczony.
- Witam! – szybko odpowiedziała i odwróciła się w moim kierunku
…Ależ człowiek daje się ponieść zmysłom… Gdy odwróciła się w moim kierunku już wiedziałem, że te praktyki nie będą przyjemnością. Strasznie sukowaty wyraz twarzy. I ta wyższość w spojrzeniu. Może i była lekko atrakcyjna, ale jej chłodny charakterek szybko utemperował moje zapędy. Szybko wyjaśniał mi czego oczekuje i co ma zamiar zrealizować razem ze mną na lekcjach. Nigdy nie sądziłem, że charakter aż tak może przysłonić wygląd! Już wiedziałem, że się nie polubimy. Nadchodzące dni miały przynieść rozstrzygnięcie, czy mam racje, czy nie…
Pierwsze 2 lekcje byłem tak zestresowany, że nie wiedziałem, co robić. Mimo, że siedziałem z tyłu sali i prowadziłem hospitacje, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nauczycielka nie jest zadowolona z mojej obecności. Na 3 lekcji wszystko się zmieniło – nie da się opisać słowami tego, co poczułem widząc, jak do sali wchodzą dziewczyny z 3 C. Oczy mi wypadły i poturlały się pod stół. Cóż to był za widok! Nie sądziłem, że można ubierać się tak do szkoły. Miałem racje! Nauczycielka szybko zrugała większość uczennic, za pokazywanie aż nadto letniej opalenizny. A ja siedziałem z tyłu i patrzyłem po kolei na każdą z nich. Nauczycielka przedstawiła mnie klasie – wszyscy odwrócili się badawczo, by przyjrzeć się osobie, która przez jakiś czas będzie mieć z nimi zajęcia. Ku mojemu zdziwieniu większość dziewczyn zaczęła chichotać i szeptać do siebie, wyraźnie odwracając się raz za razem w moim kierunku. Taaaaa…świeże mięso….ja wam dam… Lekcja trwała, a szum nie ustawał. Nauczycielka zwracała co chwila uwagę, że takie szmery przeszkadzają jej w prowadzeniu lekcji, a o wakacjach mogą sobie porozmawiać na przerwie. Siedziałem i patrzyłem na te młode opalone ciałka….jak zwykle myśląc tylko o jednym… No co – wolno mi – jestem tylko facetem…
6 września
Zaczęło się! To od dzisiaj ja będę prowadził zajęcia. Kurcze jaki stres! Ale powoli – dam sobie ze wszystkim radę. Przez pierwsze dwie godziny nauczycielka siedziała tam gdzie ja poprzednio i uważnie słuchała wszystkiego co mówię. Notowało wszystko w swoim zeszycie i po każdej lekcji zwracał mi uwagę na popełniane błędy. Na trzeciej godzinie zauważyłem, że jakoś dziwnie mi się przygląda. Była jakaś taka nieobecna, długopis bezwładnie zwisał jej z dłoni… Kontynuowałem temat, co pewien czas zerkając na nią badawczo. Robiłem to tak, żeby nie widziała. Zresztą ona chyba nic nie widziała. Jej pusty wzrok nie wróżył chyba niczego dobrego. Przez chwilkę zatrzymałem się na nią wzrokiem – uczniowie starali się jak najszybciej rozwiązać ćwiczenie. Patrzyłem na nią przez uczniów. Wyglądała dosyć dziwnie. Gdyby nie to, że miała jakiś dziwny przyrost formy nad treścią – znaczy się jej charakter nie był taki „władczy” to była by nawet atrakcyjna. Ładnie się ubierała. Nie przesadzała jednak z eksponowaniem własnego ciała. Dzisiaj jednak miała na sobie przewiewną sukienkę i żakiet (który musiała zdjąć już na pierwszej lekcji – wrzesień tego roku był gorący). Wpatrywałem się w jej delikatne ramiona, co chwila przymykała oczy, gdy lekki podmuch wiatru smyrgał jej rzęsy. Nagle zwróciłem uwagę na jej dłoń. Tą drugą – pierwsza była zajęta trzymaniem długopisu. Nie wierzyłem w to co widzę – a może mi się wydawało – ona gładziła swoje piersi!! Spuściłem wzrok lecz spojrzałem raz jeszcze. Tak! Miałem racje! To nie mogło być nic innego! Siedziała tam z nieobecnym wzrokiem dotykając swojego ciała! Szmer w klasie dał mi znak, że uczniowie skończyli zadanie. Wstałem i wolnym krokiem szedłem miedzy ławkami, sprawdzając czy wszyscy wykonali zadanie. Hałas wybił też z zamyślenia nauczycielkę, która patrzyła na mnie już zupełnie innym wzrokiem – znów tym, w którym uwidaczniała się wyższość. Jak mnie to denerwowało! Starałem się zachować spokój i jak zwykle podchodzić do wszystkiego na luzie. Pierwszy stres związany z wystąpieniem publicznym już minął. Teraz swobodnie chodziłem po klasie bawiąc się długopisem. Spojrzałem w stronę nauczycielki. Nie wiem, czy to zimny wiatr, ale na jej sukience wyraźnie odkształcały się piersi z nabrzmiałymi sutkami. Nagle długopis wyleciał mi z ręki, lądując tuż przed przedostatnią ławką. Oczywiście wywołując śmiech klasy. Schyliłem się po niego i „niechcąco” spojrzałem w stronę ławki, gdzie siedziała nauczycielka. Moim oczom ukazały się jej zgrabne nogi. Akurat wiatr zawiał i jej sukienka delikatnie się uniosła – odsłaniając majteczki. W tym momencie nie mogłem uwierzyć – były one mokre! Widać było to wyraźnie, mimo, że przez krótką chwilę. Podniosłem się do góry i spojrzałem na nauczycielkę, chyba dziwnym wzrokiem, bo zobaczyłem, że patrzy na mnie jakaś przestraszona. Teraz byłem pewien! Była nieźle zmieszana. Z mojego wzroku wyczytała, że widziałem coś czego chyba nie powinienem. Szybko wstał i wyszła z sali – rzucając tylko, bym kontynuował zajęcia. Ależ byłem….zdziwiony, zmieszany, lekko podekscytowany! Nauczycielka bawiąca się swoim ciałem na lekcji! Łoł! To było coś! Dokończyłem zajęcia i teraz czekał mnie najgorsze – przerwa! Nie znosiłem tego hałasu, który towarzyszył każdej. A teraz czekał mnie jeszcze dyżur na korytarzu….
Takiego gwaru to nie pamiętam (no chyba, że na stadionie piłkarskim)…Miałem wrażenie, że każda grupka stara się przekrzyczeć poprzednią. Nie dało się słyszeć własnych myśli. Spojrzenia niektórych osobników były iście wyzywające – w końcu różnica wieku nie jest aż tak duża. Za to dziewczyny – ehhh…długo by się rozpisywać. Niektóre były tak niesamowicie pociągające, że aż nie do opisania. Nagle z tyłu ktoś przejechał mi dłonią po plecach, od razu odwróciłem się i zobaczyłem przed oczami uroczą blondynkę. No może przesadziłem, ale miała coś w tych swoich oczach. Na pierwszy rzut oka nie była powalająca, powiedziałbym, że przeciętna. Z drugiej strony szczupła, niewielkie piersi – tyłka nie widziałem… Za to oczka miała całkiem fajne.
- Ty jesteś praktykantem na biologii – zapytała dosyć nieśmiało.
W pierwszej chwili troszkę głupio mi było, że uczennica już mi na „TY” wyskakuje (uczono nas, żeby nie przechodzić na „ty” z uczniami), Tak więc moja mina miała wydać się lekko podirytowana.
- Zgadza się, jestem… a Pani – zacząłem z grubej rury
- A ja jestem praktykantką z historii – podniosła dziennik, który trzymała w ręku.
Ależ zrobiło mi się głupio – sam również trzymałem identyczny w ręku. Widząc moje zmieszanie uśmiechnęła się szczerze.
- Ja myślałem, że.. – jakoś starałem się wytłumaczyć moje zachowanie
- ….że jestem uczennicą, z która nie wolno przechodzić na „ty” – dokończyła szybko.
Rozbawiło mnie to nieziemsko i za chwile oboje patrzyliśmy sobie w oczy, a jej dłoń powędrowała w moim kierunku
- Karolina – strzeliła szybko
- Michał – nadal się śmiałem
No i ta sielanka trwała by pewnie z pare sekund, ale za plecami mojej nowej koleżanki zobaczyłem moją „przełożoną”, która szybkim krokiem podążała w nasza stronę. Nie zdążyłem się odezwać, gdy była już obok.
- Przerwa nie służy do pogaduszek – strzeliła bez wyrazu – masz pilnować porządku, a nie spoufalać się z …ooooo proszę, kolejna praktykantka?
Kasia nerwowo kiwnęła głową, widać było, że podobnie jak ja, nie czuła się komfortowo w tej sytuacji.
- Chciałam zauważyć – kontynuowała – że oboje jesteście odpowiedzialni, za wszystko co się dzieje na tym korytarzu. Wystarczy spojrzeć w prawo, by zobaczyć, że nie panujecie tutaj nad niczym.
Wskazała przy tym palcem, na dwie dziewczyny pogrążone w dość specyficznym uścisku. Zrugała je ostro, po czym wróciła do nas i spoglądając mi w oczy powiedziała:
- Za chwile widzę Pana na zapleczu sali biologicznej
- Ale ja mam dyżur i nie wiem….
- Nie interesuje mnie Pana dyżur Panie Michale – do sali
Oddaliła się szybkim krokiem. Spojrzałem na Karolinę – zrobiła minę chyba nie głupszą od mojej. No cóż, pokiwałem głową, grzecznie się pożegnałem i ruszyłem do sali. Już czułem, tą gęstniejącą atmosferę. Z każdym krokiem robiło mi się coraz bardziej nieswojo. Wiedziałem, że nie mogę się postawić, bo wylecę z praktyk. Delikatnie chwyciłem klamkę i wszedłem do sali.
- Niech Pan zamknie za sobą drzwi – usłyszałem z tyłu sali, z miejsca, gdzie znajdowało się zaplecze.
- Zamknąłem – powiedziałem sucho
- Niech Pan przekręci zamek – dało się słyszeć – nie chce aby ktoś przeszkadzał w tej rozmowie.
Posłusznie przekręciłem dzwignie i skierowałem się w stronę zaplecza. Moja przełożona siedziała na biurku i patrzyła się w okno… W około walało się mnóstwo papierów, szkicy, tablic, że o preparatach na szafkach nie wspomnę.
- Proszę Pana – zaczęła sucho – przerwa nie jest miejscem w którym zaskarbiamy sobie sympatię…
- Ale Pani Agnieszko – przerwałem Jej w pół zdania – ja tylko…
- Ja tylko, ja tylko – rzuciła szybko – po pierwsze niech mi Pan nie przerywa, po drugie wszystko widziałam i nie pozwolę, aby jakaś smarkula zaprzątała Panu myśli. Ma być Pan skupiony na praktykach a nie rozglądać się za dziewczęcymi ciałami…Co Pan robi taką minę? Myśli Pan, że nie widziałam jak się Pan rozgląda na lekcjach? Nauczycielka widzi wszystko – to jest gówna zaleta tego zawodu- i tutaj zrobiła taką słodką minkę, że przypomniało mi się pierwsze wrażenie gdy zobaczyłem ją w sali.
Z wrażenia aż usiadłem, ona natomiast wstała i wolnym krokiem podeszłą do mnie. Patrząc mi prosto w oczy zapytałą:
- Czy dzisiaj na prowadzonej przez Pana lekcji zobaczył Pan coś dziwnego, może niepokojącego? W jej oczach pojawił się dziwny blask.
Nie wiedziałem co powiedzieć, ale jej dziwna mina natchnęła mnie i sam nie wiem jak to się stało, ale wypaliłem:
- Tak widziałem jak się Pani dotyka – chyba miałem bardzo wystraszoną minę.
Lecz ona niewzruszona, jeszcze bardziej spojrzała mi w oczy i zapytała:
- A co z tym długopisem, który rzuciłeś specjalnie na ziemię??
Od razu zrobiło mi się jakoś nieswojo, bo już nie mówiła mi na „pan”.
- Ja nie specjalnie… - zacząłem się tłumaczyć – sam jakoś tak mi wypadł…
- Powiedzmy, że nie specjalnie – rzuciła – i co zobaczyłeś podnosząc go?
- Nic – szybko odpowiedziałem
- A mnie się wydaje, że widziałeś coś więcej niż nic – szybko przeszła w szept – a może widziałeś coś takiego?
I w tym momencie oniemiałem. Pani Agnieszka – znaczy się Agnieszka, znaczy się nauczycielka, znaczy się sam już nie wiem kto….Ona podwinęła sukienkę do góry i moim oczom ukazały się te same majteczki co na lekcji i jak to powiedzieć – wilgoć jeszcze z nich nie zeszła.
- O czym wtedy myślałeś mój drogi – rzekła zachęcająco – może o tym, co się pod nimi znajduje? Może o tym co by było, gdybyśmy wtedy byli sami w tej klasie? Może o tym co byś zrobił zaraz po zerwaniu ich ze mnie? – mówiła coraz szybciej dotykając moich włosów, a ja siedziałem jak sparaliżowany – A może o tym, żeby przełożyć mnie przez ławkę uprzednio zrywając ze mnie majtki i wejść we mnie jednym ruchem??
Nie wiem jak to się stało, ale moje ręce jakoś same powędrowały na jej biodra, a ona przycisnęła moją twarz do swojego podbrzusza.
- Masz ochotę ją wylizać co?? – jej głos był coraz bardziej donośny
Nie zaprzeczyłem i chyba bardzo dobrze odebrała moją zgodę, przyciskając mnie mocniej do siebie. Moje dłonie wylądowały na jej pośladkach, a za chwile uwolniłem się z jej uścisku i delikatnie odchyliłem majteczki w bok….jaka ogolona…od razu zagłębiłem się językiem w jej wzgórek łonowy, za chwile mój język zszedł niżej smakując soki jej muszelki. Westchnęła głęboko i przycisnęła mnie mocniej do siebie. Za chwile leżała już plecami na biurku, a ja zrywając z niej ostatnie resztki majtek starałem się jak najszybciej poruszać językiem w takt ruchu jej brzucha. Jej coraz szybsze jęki uświadamiały mnie w celu do jakiego dążyłem. Ona też wiedziała czego chce, bo coraz mocniej dociskała ręka moją głowę. Drugą trzymała się biurka. Gdy zwolniła uścisk natychmiast zerwałem się z kolan i zawinąłem jej sukienkę do góry, po czym odchyliłem stanik. Miała tak niezwykle piękne piersi, nie za duże, nie za małe – takie w sam raz, a jej delikatne sutki aż prosiły się o odrobinę wilgotnych ust . Nie dałem im długo czekać, ssąc je i muskając usłyszałem jej głos…WEŹ MNIE…. Już chciałem zdejmować spodnie, gdy nagle ona zerwała się i tym razem to ja opierałem się o biurko. Patrząc mi w oczy powoli rozpięła rozporek i pomacała czy wszystko jest w porządku (oczywiście było). Następnie dała mi soczystego buziaka i usłyszałem, że tak dobrze, to mi jeszcze żadna nie zrobiła. Może i nie mam jakiegoś bogatego doświadczenia, ale miała rację! To jakie rzeczy wykonywała ze mną nie da się opisać. Sssała, ciućkałą, lekko przygryzała, jej język wibrował w kółko, a mnie robiło się coraz bardziej błogo. Chyba zrozumiała o co chodzi, bo przestała….
- Tylko nie kończ mi jeszcze, nie skończyłam z Tobą – powiedziała to szybko
I już była na górze całując moje usta i wpychając mi język niemal w środek gardła, następnie odwróciła się tyłem, pochyliła i wsadziła sobie mojego członka prostą w swoją dziurkę. Była taka wilgotna i niesamowicie ciasna – niemal jak w wyobrażeniach. Pochyliła się jeszcze bardziej, i ruchem bioder skierowała nas w stronę biurka, co sprawiło, że zamieniliśmy się miejscami. Teraz to ona opierała się na biurku ( z tym, że przodem), a ja będąc za nią głęboko wciskałem się w jej ciało. Moje ręce krążyły od bioder po piersi, czasem mocniej ściskając jej twarde sutki. Zaczęła krzyczeć no i niestety nie wytrzymałem napięcia. No i jak się zaczęło, tak się skończyło. Ledwo ustałem na nogach, nie mówiąc już o tym, że chyba za mocno ścisnąłem Agnieszkę w biodrach, co o dziwo spodobało jej się strasznie, gdyż za chwile przeszedł po niej znajomy dreszcz i opadała na biurko sapiąc nie słabiej niż ja.
- I jak? – odezwała się pierwsza – myślisz, że coś takiego da ci jakaś praktykantka? Zapamiętaj sobie, że w czasie praktyk jesteś mój. A to dopiero początek…
Na moje usta spłynął delikatny całus.
- A teraz się wytrzyj – rzucała mi chusteczki higieniczne – i wytrzyj tablice, ja muszę odpocząć….
Podobne opowiadania
admin | Sex opowiadania |


